Justyna Małek – sportowa MAMA

W dniu święta wszystkich mam udało nam się zadać kilka pytań Justynie Małek, najbardziej sportowej mamie, jaką znamy 🙂

[Maciej Mycielski] Obserwując Twoją sportową aktywność – nie tylko na Małej Lidze ale również w innych wyścigach i dyscyplinach można by pomyśleć, że nie robisz nic innego tylko trenujesz i startujesz 🙂 Jak wygląda zwykły dzień Justyny Małek?

[Justyna Małek] Zwykły dzień jest faktycznie dość zwykły i chyba taki jak u większości pracujących rodziców. Jestem z wykształcenia mgr. inż. budownictwa i pracuję w zawodzie na pełnym etacie. Dojeżdżam do pracy na rowerze, więc pobudka jest o 5.30 i wyjazd ok. 6.00. Pracuję do 15, więc ok. 16 jestem w domu. Tu zaczyna się etat domowy ;). Lekcje, obiad, treningi i zajęcia dodatkowe Filipa i Mikołaja, wybieganie psa, zakupy i inne typowe obowiązki domowe ;). Dzień kończy nam się zwykle ok. 23.00 i tak to wygląda od poniedziałku do piątku. W weekendy w sezonie trochę startujemy, trochę wyjeżdżamy, czasem uda się zrobić jakiś dodatkowy trening tylko we dwoje z Piotrkiem 🙂

[MM] Ile czasu poświęcasz na treningi? Czy traktujesz je jako coś, co „trzeba odbębnić” czy podchodzisz do tego jak do zabawy i możliwości spędzenia wspólnego czasu z rodziną?

[JM] Tak naprawdę to nie wiem czy moją aktywność można nazwać prawdziwym treningiem 🙂 Do pracy mam 22 km, więc zamiast stać w korkach jadę rowerem. Jeżdżę przez ok. 10 miesięcy w roku. Ponieważ mamy psa, który też potrzebuje ruchu, spacer zamieniam w bieganie. Dochodzi jeszcze pływanie, które realizuję w czasie treningu basenowego chłopaków. Także te nasze treningi moje i Piotrka to są takie „przy okazji”. Przy dwójce dzieci ciężko jest wygospodarować czas na dłuższe wyjście na rower czy nawet na basen bez chłopaków, żeby spokojnie zrobić taki normalny trening. Podchodzimy do tego na kompletnym luzie, nic nie musimy, robimy wszystko dla „fun-u”. Na dłuższe treningi przyjdzie jeszcze czas. Chłopaki jeszcze podrosną i jak tylko nadal będą chcieli to będziemy wszyscy razem trenować i bawić się sportem 🙂

[MM] Czy w przeszłości byłaś równie aktywna jak dziś i uprawiałaś jakąś dyscyplinę sportu?

[JM] Zaczęło się od tego, że byłam grubym dzieckiem i rodzice zapisali mnie w wieku 7 lat do klasy sportowej o profilu gimnastyki artystycznej i akrobatycznej. Gimnastyczką nie zostałam, ale zbędne kilogramy zrzuciłam i złapałam bakcyla do sportu. Jakoś w okolicach 4 klasy okazało się, że nieźle biegam i nauczycielka WFu zapisała mnie na zawody w biegach przełajowych. Na zawody przyjechał trener ze SKRY, który prowadził rekrutację do sekcji lekkiej atletyki. Zajęłam 3 miejsce więc zaprosili mnie do klubu. Trenowałam niecałe dwa lata, przerwałam ze względu na wyjazd do Niemiec. Potem sport przewijał się w różnym natężeniu i w wielu różnych odmianach 🙂 Nigdy zawodniczo nic nie trenowałam. Na studiach zaczęłam się wspinać (to dostałem w genach po moim Tacie 🙂 ) i chodzić po jaskiniach. Trwało to prawie 8 lat, potem przyszedł czas na windsurfing, konie, rowery, biegówki no i oczywiście cross triathlon. To już zasługa Piotrka, który skutecznie namówił mnie żeby spróbować. Piotrek pierwszy zaczął startować w tri, ja kiepsko pływam i chwilkę trwało zanim udało się Piotrkowi mnie namówić, żeby odrobinę poprawić to pływanie i wystartować. Potem już się to jakoś samo wszystko rozkręciło. Zaczęłam jeździć do pracy na rowerku, zrobiłam uprawnienia instruktora pływania, Piotrek zrobił uprawnienia trenera triatlonu i tak się to toczy teraz 🙂

[MM] Podczas wyścigów zawsze z Twoim mężem Piotrem wspieracie swoich synów. Niejednokrotnie widziałem jak udzielacie Im wskazówek technicznych i mocno dopingujecie na trasie. Czy ciężko było Wam przekonać dzieciaki do tak dużej aktywności sportowej? W dzisiejszych czasach dzieciaki wolą spędzać czas przed konsolą…

[JM] Filip i Mikołaj są dziećmi potrzebującymi duuuuużo ruchu i różnego rodzaju aktywności. Więc generalnie wygląda to tak, że latem pływają na windsurfingu, zimą biegają na nartach biegowych i jeżdżą na nartach zjazdowych. Zaczęli jeździć konno i ostatnio bardzo spodobał im się trening canicrossu (bieganie z psem). No i oczywiście biathlon ze względu na strzelanie J. Regularnie chodzą na treningi na basen i aikido. W zawodach rowerowych czy triathlonowych startują bo po prostu sprawia im to dużo frajdy. Mała Liga XC szczególnie przypadła im do gustu ze względu na fajne techniczne trasy i jak to oni mówią „to są te zawody na których są tacy bardzo mili organizatorzy” 🙂 Konsoli ani nawet smartfonów nie mają. Wybór jest prosty, albo kupujemy konsole, telefony i gry albo sprzęt sportowy tj. nowy żagiel do deski, nowe narty bo ze starych wyrośli, czy rowery które też już niebawem będą do zmiany. Oczywiście też nie jest tak, że kompletnie nie grają, to raczej trudne do uniknięcia. Poza tym gry na smartfonach sprawdzają nam się w czasie, gdy my z Piotrkiem ścigamy się na zawodach. Zwykle wtedy chłopaki są już po swoim starcie, zostają sami w kamperze i mają czas na granie.

[MM] Właśnie o tego klasycznego kampera chciałem zapytać. Jak spędzacie wakacje, czy ten pojazd to również wasze „wakacyjne” auto?

[JM] Zdecydowanie tak, to jest nasz „wakacyjny domek” J Kupiliśmy go jak nasz młodszy syn Mikołaj miał roczek. Kamper daje możliwość spokojnego podróżowania właśnie z takimi maluchami, zresztą przy starszych dzieciakach też super się sprawdza. Teraz często w czasie weekendowych wyjazdów które są jeszcze w roku szkolnym, chłopaki spokojnie mogą odrobić lekcje. Czasem trochę ciężko ich na to namówić w czasie wyjazdu, ale zwykle się to jakoś udaje 😉

[MM] W naszym cyklu startujecie z Piotrem w jednym wyścigu. Kiedy On przejeżdża linię mety już tradycyjnie jedzie towarzyszyć Ci na ostatnim kółku. Kto kogo bardziej motywuje do uprawiania sportu na – było nie było – półwyczynowym poziomie?

[JM] Oj, bardzo lubię zawsze ten nasz wspólny finisz z Piotrkiem. To jest taki dodatkowy zastrzyk mocy na koniec wyścigu. A w kwestii motywacji… tej nam nie brakuje, brakuje nam czasu na rozciąganie, regenerację i sen hi hi 🙂 Także gdy czasem zdarza taki dzień, że nam się nie chce czy nie mamy mocy to po prostu na chwilkę odpuszczamy aktywność i już. Obydwoje uważamy, że trening zrobiony na siłę nie ma kompletnie sensu, tym bardziej na naszym amatorskim poziomie.

[MM] Czy występuje między Wami rywalizacja?

[JM] Nie absolutnie. Taka rywalizacja byłaby kompletnie bez sensu, tym bardziej że Piotrek jest moim trenerem 🙂

[MM] Jeśli miałabyś zachęcić inne kobiety, które są bardzo często zaabsorbowane codziennością, zakupami, pracą, wychowaniem dzieci i całą masą innych obowiązków, jakiego argumentu byś użyła?

[JM] Sport jest doskonałą odskocznią od wszystkich tych codziennych obowiązków. Pozwala nabrać dystansu i daje super energię do działania. Nie wyobrażam sobie życia tylko pracą i obowiązkami domowymi, musi być jeszcze coś poza tym. A jak jeszcze udaje się dzielić taką pasję i emocje z nią związane z najbliższymi… wtedy jest optymalnie 🙂

Justyna, bardzo dziękujemy za krótką rozmowę. Korzystając z okazji składamy Tobie oraz wszystkim MAMOM najserdeczniejsze życzenia z okazji z okazji Waszego święta!

Ekipa Małej Ligi XC